„W życiu tak już często bywa, że…

 najpiękniejsze prezenty od losu dostajemy opakowane w problem”.

Tymi słowami zaczyna się książka mojej Mamy. Uważam, że doskonale pasują one również do mojej historii.

Kiedy poszłam do szkoły, od rówieśników odróżniał mnie wyraźnie niższy wzrost i bardzo szczupła sylwetka. Wtedy mi to jakoś szczególnie nie przeszkadzało. Bardziej przejmowała się tym moja rodzina. Im jednak byłam starsza, tym bardziej irytowało mnie kiedy ktoś zwracał uwagę na moją figurę.

Pod koniec trzeciej klasy z moim organizmem zaczęło dziać się coś niedobrego. Często, ni stąd ni zowąd pojawiały się bardzo silne bóle brzucha. Wyniki badań nie wykazywały niczego niepokojącego, a ja coraz częściej bardzo źle się czułam. Na szczęście zdarzały się też przerwy w złym samopoczuciu na tyle długie, że zapominałam, iż coś jest ze mną nie tak.

Pewnego razu w laboratorium upuszczono mi trochę krwi, która została wysłana na drugi koniec Polski. „Werdykt” nie pozostawiał złudzeń: Nietolerancja glutenu i nieodwołalna decyzja: Dieta bezglutenowa.

Nie od razu rozumiałam co to dla mnie oznacza. Pomyślałam, że wszystko będzie dobrze. Będę jadła dużo owoców, warzyw i dam radę. Okazało się jednak, że to wszystko jest bardziej skomplikowane niż mogło wydawać się małej dziewczynce. Kiedy dowiedziałam się z czego muszę zrezygnować, wylałam morze łez. Chodziłam do piątej klasy i trudno było mi w tym wieku zrozumieć niektóre procesy.

Nie znosiłam kiedy ludzie mi współczuli, że nie wszystko mogę jeść.

Po wizycie w sklepie z żywnością przeznaczoną dla osób na diecie, którą miałam rozpocząć, byłam załamana. Pierwszy chleb – coś okropnego. Do dziś pamiętam jak się wtedy czułam. Na pożegnanie diety z glutenem, zjadłam wielkie ciastko biszkoptowe z kremem.

Wiedziałam, że muszę zaakceptować nową sytuację.

Na ratunek pospieszyła mi przede wszystkim Babcia. Testowała niemal wszystkie przepisy, mieszała najróżniejsze składniki, żebym tylko mogła poczuć, że jem jak dawniej. Byłam jej bardzo wdzięczna. Ciągle to jednak nie było to. Wszystko rozpadało się w rękach, było pozbawione zapachu. Przyzwyczajona do smacznego jedzenia zupełnie nie mogłam się przestawić. Chleba nie jadłam w ogóle. Pocieszenie znajdowałam w waflach ryżowych. O smakołykach typu: ciastka, domowe wypieki, pyszne desery – mogłam jedynie pomarzyć.

Razem z rodzicami przeszukiwaliśmy Internet. Kupowaliśmy książki. Sprowadzaliśmy produkty, które testowałam. Wreszcie dotarłam do właściwego sklepu internetowego (link do niego, umieściłam w zakładce „gdzie kupić”). Z pozyskiwanych tam produktów samodzielnie, jeszcze nieśmiało zaczęłam tworzyć pierwsze ciasta, desery. Nie było to łatwe ale nie poddawałam się.

Rok temu, w lipcową noc siedziałyśmy z Mamą na tarasie naszego domu. Patrząc w niebo, rozmawiałyśmy o marzeniach. Wtedy zwierzyłam się z mojego pragnienia. Mama uznała, że cel to owszem realny, ale trzeba od czegoś zacząć. Wymyśliła bloga! Chwała jej za to!

Od zawsze lubiłam zajmować się kuchnią.  Mam to po Tatusiu. :) Jednak dopiero szukając rozwiązania moich problemów, pokochałam to zajęcie naprawdę. Dzisiaj moje plany są dokładnie sprecyzowane. Wiem co chcę w życiu robić. Do realizacji swoich zamierzeń, potrzebuję ogromnego doświadczenia kulinarnego. Dlatego mnóstwo czasu spędzam w kuchni.

Miniony rok  to czas wypełniony pracą. Bywały takie dni, że od razu po powrocie ze szkoły nawet nie docierałam do swojego pokoju. Wchodziłam do kuchni i zostawałam tam do wieczora. Do tego, co wiem dzisiaj, doszłam sama, najczęściej metodą prób i błędów. :) Ponieważ potrafię już całkiem sporo, postanowiłam podzielić się swoim doświadczeniem  z tymi, którzy są w podobnej sytuacji jak ja kilka lat temu i potrzebują pomocy.

Jednak blog o wdzięcznej nazwie Natchniona.pl przeznaczony jest nie tylko dla osób na diecie bezglutenowej. Zamieszczam tu również przepisy na smakołyki dla każdego. Trzymam kciuki za wszystkich, którzy w diecie i gotowaniu stawiają pierwsze kroki.  Niech mój blog będzie narzędziem i pomocą! Weronika Madejska

_________________________________________________________________________________________________

24 maja 2015 (trzeci dzień „Bez glutenu. Bez wyrzeczeń” na rynku)

Dostaję od Was wiele wiadomości, które uświadamiają mi, że to co robię jest ważne. Dzisiejszy komentarz postanowiłam opublikować właśnie tutaj. Dziękuję!

Werciu, pamiętam dzień Twoich urodzin. Zadzwoniłam do Mamy z pytaniem czy dziecko jest zdrowe. Zapomniałam zapytać o płeć. Pochylając się nad Tobą, widziałam śliczną dziewczynkę z dołkami w policzkach i zastanawiałam się co z Ciebie wyrośnie. Przez kolejne lata Twój stan zdrowia spędzał mi sen z powiek, ponieważ jestem nie tylko Twoją ciocią, ale również Twoim lekarzem. Wyniki badań niejednoznaczne, współistniejące choroby i nie zawsze dobra odpowiedź na leczenie.

Dzisiaj widzę piękną, zdrową dziewczynę po egzaminie dojrzałości. Kilka dni temu otrzymałam Twoją książkę. Poza wzruszeniem jakie mi towarzyszyło, po raz pierwszy po czterech latach postanowiłam dokonać wpisu na Twoim blogu.

Zawsze obserwowałam Twoje poczynania i Ciebie dopingowałam. Zastanawiałam się co powoduje, że osiągasz takie sukcesy. Na pewno zdolności ale i cechy charakteru. Pamiętam z okresu Twojego dzieciństwa ulepione małymi paluszkami zwierzątka z modeliny, które każdy z nas otrzymywał. Każdy szczegół był tak dopracowany, że wyglądały jak żywe. I te piękne prace plastyczne, które Babcia do dziś przechowuje łącznie z Twoimi mleczakami. :)  Twoją naukę tańca rozpoczętą kiedy miałaś 4,5 roku. Niezwykłe poczucie rytmu, wdzięk ale i ciężką pracę. Pamiętam, że ćwiczyłaś tak długo aż byłaś w pełni zadowolona. Mam też ciągle w pamięci scenę z Twojego dzieciństwa, kiedy siedzisz na podłodze w garderobie, upierając się, że do koloru niebieskiego bardziej pasuje ten, który podoba się Tobie, a nie sugerowany przez Mamę. Nie wyszłaś póki rodzice nie zaakceptowali Twojego wyboru. Najważniejsze by iść swoją drogą, popełniać własne błędy, dzięki którym człowiek staje się mądrzejszy.

Jesteś tak bardzo cierpliwa w dążeniu do celu! Kiedy kilka dni temu skarżyłam się, że mimo iż od siedmiu lat tańczę flamenco, na koncercie podsumowującym kolejny rok pracy, znów stoję w trzecim rzędzie, powiedziałaś: „Ciociu, trzeci rząd jest tak samo ważny jak pierwszy.” Musiałam to usłyszeć od Ciebie. Masz rację, nieważne w którym rzędzie w życiu stoimy, trzeba bardzo pracować, bo w końcu może nadarzyć się szansa na przejście do tego, który jest bliżej.
Bądź sobą – jak śpiewa Robby Williams w piosence „May way”. W jego wykonaniu jest ona dla mnie wyjątkowo przekonywująca.

For what is a man, what has he got?
If not himself, then he has naught

/Bo czym jest człowiek, Co on takiego ma?
Jeżeli nie jest sobą, nie ma nic./

Tę piosenkę wykonaną podczas koncertu w Londynie dedykuję Tobie. Sama słucham jej w chwilach zwątpienia. Miał wtedy 31 lat, ale śpiewa z tak niesamowitą energią, przekonaniem , wrażliwością i szacunkiem dla drugiego człowieka.

Each careful step along the byway
But more, much more than this
I did it my way

/Każdy ostrożny krok wzdłuż dróg pobocznych
Ale co najważniejsze, robiłem to po swojemu/

Werciu, masz wokół siebie mnóstwo kochających Cię osób

Ciocia Basia

Weronika Madejska

"W życiu tak już często bywa, że… najpiękniejsze prezenty od losu dostajemy opakowane w problem".

Tymi słowami zaczyna się książka mojej Mamy. Uważam, że doskonale pasują one również do mojej historii. Kiedy poszłam do szkoły, od rówieśników odróżniał mnie wyraźnie niższy wzrost i bardzo szczupła sylwetka.
Czytaj więcej

Moja książka w sprzedaży od maja 2015

Książka "Bez glutenu" Weronika Madejska

Subskrypcja

Chcesz być powiadamiany o wpisach na moim blogu? Podaj imię i adres email :)
Przenigdy, nikomu i pod żadnym pozorem, nie udostępniam personaliów osób zapisujących się na moje listy adresowe.

Powered by WPNewsman

Obserwuj mnie na Instagramie

  • Krupnik jaglany obowizkowy na jesienne niepogody soup vegetarian vegan glutenfreehellip
  • Tajemniczy ogrd ogrodkrasinskich
  • pumpkin cheesecake caramelsauce eggfree september autumn natchniona
  • Sobotni plener coffebreak warsaw oldtown book natchniona
  • Najwikszy urwis jakiego znam ale bezglutenowe pieroki z kasz gryczanhellip
  • Kolejne warsztaty to kolejne przepisy Na zdjciu uzaleniajce kulki alahellip
  • warsaw oldtown
  • Dynia dynia wszdzie dynia pumpkintime autumn september glutenfree natchniona
  • Cze i czoem makaron w 10 minut poleca si dlahellip
  • Portfolio tortowe si tworzy  birtdaycakes cakes glutenfreecakes commingsoon photosessionhellip
  • Uprzejmie donosz i na blogu czeka ju receptura na sernikhellip
  • Niedziela pierogi dumpling sunday vegan natchniona

Kategorie wpisów

Blog roku 2011

Blog roku 2011