W deszczową niedzielę…
Powinnam kupić kalendarz. Ładny i pojemny.
Powinnam kupić kalendarz. Ładny i pojemny.
Nie ma jeszcze porządku. Jest artystyczny nieład. Na poddaszu, niecierpliwie bębnią o szyby krople deszczu. Kubki niedopitych herbat czekają na sprzątnięcie.
Nie wszyscy lubują się w mazurkach. Wiem.
Skubiąc obficie polukrowane, biszkoptowe ciasto z wyraźnie dominującymi cytrusami zastanawiam się jak i skąd ukraść jeszcze trochę czasu…
Razowy spód, dominująca warstwa malin i aksamitny, czekoladowy ganache.
Tworzę kolejne mazurki, zapisuję pomysły, myślę nad idealnym sernikiem, powoli ścieram kurze i „segreguje” minione wydarzenia.
"W życiu tak już często bywa, że… najpiękniejsze prezenty od losu dostajemy opakowane w problem".
Tymi słowami zaczyna się książka mojej Mamy. Uważam, że doskonale pasują one również do mojej historii. Kiedy poszłam do szkoły, od rówieśników odróżniał mnie wyraźnie niższy wzrost i bardzo szczupła sylwetka.
Chyba już wiecie...
48 komentarze
Dla wytrwałych: tort dwupiętrowy
38 komentarze
Ciasto jak cukierek Rafaello
31 komentarze

Chcesz być powiadamiany o wpisach
na moim blogu? Podaj imię i adres email :)
Przenigdy, nikomu i pod żadnym pozorem, nie udostępniam personaliów osób zapisujących się na moje listy adresowe.