Z kuchni Julii

19 stycznia 2012 , In: Bez kategorii
0

Wczoraj obiecałam naleśniki, więc obietnicy dotrzymuję!

Choć z przepisów nie korzystam, po naleśniki zawsze sięgam do książki Julii Child i jej francuskich crepes. Poradnik dość wysłużony i poplamiony jak się tylko da, ale bardzo cenny i pełen wskazówek.

Głosowanie sms-owe dobiegło właśnie końca. Dziękuję za wasze wsparcie! Plasuję się na drugim miejscu w kategorii TEEN! Teraz trzeci etap…

 

około 10 klasycznych rozmiarów naleśników:

Cieniutkie francuskie naleśniki według Julii Child:

Potrzebne składniki:

¨      Szklanka mąki bezglutenowej lub pszennej, ¾ szklanki zimnej wody, ¾ szklanki zimnego mleka, 3 jajka, 3 łyżki stopionego masła, ¼ łyżeczki soli

¨      Dodatkowo: tłuszcz do smażenia (używam małej ilości masła)

 

Sposób przygotowania:

 

Wszystkie składniki połącz ze sobą. Najlepiej użyć miksera, aby nie powstały żadne grudki.

Mieszankę wstaw na 30 min do lodówki.

Rozgrzej patelnię i natłuść. Wlej dużą łyżkę ciasta i rozprowadź po całej patelni, obracając ją w dłoni. Smaż około minuty z jednej strony. Następnie przewróć na drugą i zdejmij z patelni kiedy się przyrumieni.

W ten sam sposób usmaż resztę ciasta, natłuszczając patelnię aby naleśniki nie przywarły.

 

Podawaj same, z cukrem pudrem, konfiturą, owocami. Możesz też użyć wytrawnego nadzienia.

 

Smacznego!

Inne przepisy, które mogą Cię zainteresować
12 marca 2014

Bezmleczne tiramisu!

bez mleka, bez soi, desery
Zobacz więcej
6 kwietnia 2012

Do koszyczka: cytrynowe babeczki

babeczki i ciastka
Zobacz więcej
30 sierpnia 2011

Pyszne dwa w jednym

ciasta
Zobacz więcej
    • Mama
    • 19 stycznia 2012
    Odpowiedz

    Ja kompletnie nie naleśnikowa, ale dziś, z tej radości, że Natchniona tak świetnie poradziła sobie w konkursie, po jednego sięgnęłam. Zawsze podziwiałam Babcię Felę za to, że tworzy tak cieniutkie naleśniki. Twoje są podobne. Dla mnie, raczej antytalentu w zakresie kulinariów, to już wyższa szkoła jazdy. :)

      • Dominika
      • 19 stycznia 2012
      Odpowiedz

      Droga natchniono,
      Zapewne uważasz, że padną od mnie kolejne pochwały twojej pracy i pasji. Lecz niestety tego nie mogę zrobić. Nie żyw do mnie urazy, lecz twój blog bardzo mi się nie podoba, bo całą twoja „pasję” psuje sztuczność. Jestem pewna, że ty sama go nie zrobiłaś jest on tylko wytworem marketingowej biegłości twej mamy. Zaraz popadniesz w samo zachwyt, a to niezdrowe. Ogromnym zaskoczeniem okazało się dla mnie to, że dostałaś się do drugiego etapu konkursu „Blog Roku 2011” ,dlatego że to nawet nie jest blog tylko strona internetowa wg. mnie komisja konkursu powinna ci go ściągnąć.
      PS
      Wiesz co by też było fajne, gdyby twoja mama(bo ona zawsze daje pierwszy komentarz) i reszta twojej rodzinki nie tylko wysyłali komentarze. Jestem pewna, że miałaś przynajmniej kilka słów krytyki ale je skasowałaś, co jest nie fair wobec piszącego komentarz, ponieważ od tego to jest by wyrażać swoje zdanie. Nie kasuj też mojego…

        • Mama Weroniki
        • 20 stycznia 2012
        Odpowiedz

        Droga Dominiko,

        Jako, że czuję się przez Ciebie „wywołana do tablicy”, postanowiłam zabrać głos.
        Widzisz, myślę, że posądzanie (np. o kasowanie komentarzy!!!) kogoś, kogo nie znasz,
        jest tak trochę jak wróżenie z fusów czyli dość ryzykowne.

        To co miało być jednym z zarzutów, jeśli chodzi o moją osobę, w zasadzie odebrałam jako komplement,
        za który wypada Ci podziękować. Może wypatrzyłaś coś, o czym sama dotychczas nie wiedziałam
        i mimo wieku, pomyślę nad przyjrzeniem się temu, co mogę jeszcze z siebie wykrzesać?

        Mama przyjaciółki Weroniki przysłała dziś pięknego maila.
        Nie zacytuję go w całości ponieważ nie pytałam o zgodę.
        Mam natomiast nadzieję, że przytoczenie tych kilku zdań mi wybaczy.

        „Kiedyś jeden z moich wykładowców powiedział:
        “Nauczyciel, który nie potrafi niczego nauczyć się od swoich uczniów – to zły nauczyciel.” Dzisiaj ja wiele nauczyłam się od Werki.
        Nie wiem czy zamieściłabym taki komentarz i tak mądrze, spokojnie odpowiedziałbym i jeszcze z humorem.
        Powiedz Werce, że jest wielka.
        Jeszcze bardziej ją podziwiam.
        Teraz już nie za blog, tylko za odwagę i podniesienie rzuconej rękawicy.”

        Cóż ja na to? Znów muszę pochwalić swoje dzielne dziecko.
        Podziwiam ją i od wczorajszego wieczoru jestem z niej jeszcze bardziej dumna.

        A co do wpisu, który najprawdopodobniej pojawi się dziś wieczorem albo jutro rano…
        Komentarza, chociaż bym bardzo chciała, nie zamieszczę.
        I nie dlatego, że nie lubisz moich wizyt na „Natchnionej”.
        Powód jest zupełnie inny. Dziś Weronika kucharzy z przyjaciółmi, poza domem, więc po prostu nie spróbuję tego, co wymyślą.

        Jestem przekonana, że jeśli w rozwijanie swoich zainteresowań i pasji włożysz tyle wyobraźni, pracy,
        determinacji i czasu (!) co Wera, też będziesz miała fantastyczne efekty,
        czego z głębi serc (jest ich aż 4) życzy Ci cała nasza rodzina.

        PS
        A tak już całkiem na marginesie, myślę, że niczemu winne naleśniki, przejdą do historii „Natchnionej”. :)

        • MyszoLL
        • 19 stycznia 2012
        Odpowiedz

        Dominisiu zazdrościsz i tyle ;D Sama nie zostałaś obdarowana talentem od Boga ;D Zajmij się czymś pożytecznym a nie psujesz nadzieje ludziom!! NQ

          • Patrishia
          • 19 stycznia 2012
          Odpowiedz

          Nie, według mnie zazdrocha ma swoje źródło właśnie w konkursie na blog roku. Nie ma to jak bezczelnie demotywować konkurencję…

        • Weronika
        • 19 stycznia 2012
        Odpowiedz

        Nie przyszłoby mi do głowy żeby skasować.
        Nie jestem zaskoczona takim komentarzem, bo przecież nie ma przymusu pisać tylko miłych słów… Może zacznę od końca: akceptuje wszystkie komentarze, również te, na które nie wiem co odpowiedzieć. Czasami zdarzą się takie: ghigoduhgodg i wtedy rzeczywiście traktuje je jako spam.
        Natchniona, jest jak najbardziej blogiem, ponieważ wciąż dodaję tutaj nowe wpisy, a tak jest właśnie charakterystyka bloga, to taki jakby dziennik, więc najpierw należałoby się zastanowić a dopiero później osądzać.

        Oczywiście bardzo mi przykro, że jest tu „sztucznie”…
        Nie robiłam bloga, bo i nie posiadam takich rozbudowanych umiejętności informatycznych. Chciałam tu pomagać osobom borykającym z celiakią, ale cóż, może zaczniemy zastanawiać się czy ja coś w ogóle na ten temat mogę powiedzieć…?

        Nie wiem, czy coś złego jest w komentarzach osoby która obserwuje mnie dzień w dzień i kosztuje wszystkiego co się tutaj znajduje…

        Mimo wszystko dziękuję za słowa krytyki, bo te tylko motywują do bycia lepszym! Nigdy nie chciałam popaść w samozachwyt.

        Pozdrawiam.

        PS Nie wiem co w tym wszystkim zawiniły naleśniki!

  1. Odpowiedz

    Jak ja dawno nie jadłam naleśników z konfiturą. Zawsze tylko takie zwykłe lub z serem. A ochotę mam wielką 😀

      • Weronika
      • 20 stycznia 2012
      Odpowiedz

      W naleśnikach pole do popisu jest ogromne, dodatków mnóstwo :)

  2. Odpowiedz

    O, genialny blog, uwielbiam nowe przepisy! Bo też uwielbiam siedzieć w kuchni. 😉 Z całą pewnością będę częściej wpadać, Twoja pasja jest warta uwagi! Buziaki! :)

      • Weronika
      • 20 stycznia 2012
      Odpowiedz

      W takim razie, zapraszam tutaj po porcję natchnienia 😀

    • Basia
    • 19 stycznia 2012
    Odpowiedz

    Do autorki wpisu:

    Weroniko, jak mawiają, piękno tkwi w prostocie. Naleśniczki wyglądają bardzo apetycznie i na pewno niebawem wypróbuję Twój przepis. Życzę dużo determinacji i wytrwałości w dążeniu do celu, jaki sobie wyznaczyłaś! :)

    Słowa kieruję do Dominiki:

    Każdy ma prawo do własnego zdania. Nie wiem w czym przejawia się owa „sztuczność”, o której piszesz: czy w profesjonalnym wyglądzie strony, czy w dojrzałości językowej bloggerki, a może we wsparciu, jakie rodzina udziela tej młodej osóbce. Nim wyrazisz się jakkolwiek o czyjejś pracy – zgłęb jej tajniki, polecam przeczytanie działu zatytułowanego „Moja misja”. Co do udziału „Natchnionej” w konkursie na bloga roku – jeśli forma owej strony nie odpowiadałaby realizatorom, to rzecz jasna nie przyjęliby zgłoszenia. Tyle na ten temat.

      • Weronika
      • 20 stycznia 2012
      Odpowiedz

      Zaznaczam, że przepis nie mój, a Julii :) Nie chcę przypisywać sobie jej dorobku :)

      Zgadzam się w zupełności: każdy ma prawo do wyrażania swojego zdania, jakiekolwiek by ono nie było! Nie mam za złe, że w moją stronę zostały skierowane negatywy.
      Przykro mi tylko, że coś w co wkładam dużo serca, jest krytykowane bez dłuższych przemyśleń.

      Pozdrawiam. Dziękuję za ładne podsumowanie 😉

    • Iza
    • 20 stycznia 2012
    Odpowiedz

    Weroniko,
    wiele razy korzystałam z przepisów z Twojego blogu.

    Uważam, że to, co robisz jest ważne, potrzebne i wyjątkowe!!!

    Jako wieloletni belfer i matka trójki dzieci, taką pasję jak Twoja, postrzegam jako fenomen, który trzeba wspierać i rozpowszechniać.

    Głęboko wierzę, że wpis Dominiki nie zniechęcił Cię do pracy, bo zdeklarowanych osób ,które z całą stanowczością popierają to, co robisz i czekają na kolejne wpisy jest bardzo, bardzo wiele.

    Czekając na kolejny wpis- z niecierpliwością –pozdrawiam bardzo serdecznie.

      • Weronika
      • 20 stycznia 2012
      Odpowiedz

      Bardzo się staram i nie przestanę! :)
      Dziękuję za ciepłe słowa motywacji, pocieszenia, wsparcia.

      Pierwsza myśl rano, zawsze dotyczy wpisu :)
      Pozdrowienia!

    • Beata
    • 11 lutego 2012
    Odpowiedz

    Trafiłam na Twojego bloga akurat poszukując przepisu na krówki gdyż… jestem uczulona na czekoladę i one zastępują mi czekoladki. Zainteresowało mnie, że odpowiedzi są udzielane przez jakąś młodziutką kucharkę 😉 i przeczytałam te kilka słów o Tobie I… jak widać każdy musi coś zastępować, a takie ograniczenia chyba wspomagają kreatywność 😉 Życzę samych sukcesów w kucharzeniu! Będę zaglądać!

    • Beata
    • 11 lutego 2012
    Odpowiedz

    Aha, jestem na 99% przekonana, że oglądałaś film „Julia & Julie”, ale gdyby jednak nie to obejrzyj koniecznie!

      • Weronika
      • 11 lutego 2012
      Odpowiedz

      Pewnie, że oglądałam i uważam za świetną historię 😉

    • Benek
    • 18 marca 2012
    Odpowiedz

    Weroniko
    Uwielbiam twojego bloga, pasję do gotowania odziedziczyłem po mamie… ale nie po to piszę ten komentarz tylko żeby przekazać Ci podziękowania. Zrobiłem te naleśniki i
    mojej babci i była zachwycona powiedziała,że szukała tego smaku 38 lat smaku dzieciństwa jej mamy krzątającej sie po kuchni.Była zachwycona. A więc dziękuję w imieniu babci i swoim. Pozdrawiam
    Benio

      • Weronika
      • 19 marca 2012
      Odpowiedz

      Spełnienie moich marzeń 😉
      Bardzo się cieszę, że pomogłam odkryć smak! Oj bardzo.

      Pozdrowienia! Dla babci oczywiście również 😉

    • Ewe, mama Januszka
    • 29 marca 2012
    Odpowiedz

    A ja tylko chciałam podziękować! Pierwszy raz świetnie i bez nerwów udały mi się naleśniki, na dodatek bezglutenowe i bezmleczne (bo z mleczkiem ryżowym).

    Wspaniale!

      • Weronika
      • 30 marca 2012
      Odpowiedz

      Super, mamy w takim razie i opcję na diecie bezmlecznej 😉

  3. Odpowiedz

    Przez przypadek trafiłam na twój blog w poszukiwaniu czegoś dobrego dla córki. Ma 2,5 roku i właśnie dowiedziałam się, że ma alergię pokarmową i na razie mamy odstawić gluten delikatnie z jajkami i nabiałem. Niedługo jej 3 ur i myślałam, że będą inne niż zwykle, bez tortu itp a okazuje się, że dzięki twoim przepisom może jeść wspaniałe rzeczy…dziękuję i pozdrawiamy

      • Weronika
      • 6 kwietnia 2012
      Odpowiedz

      Trzymam kciuki za kulinarne przygody 😉

    • Karolina
    • 25 sierpnia 2012
    Odpowiedz

    a JAK TRAK TROCHE Z INNEJ BECZKI:
    Czy sama książka jest warta kupienia? Długo sie nad tym zastanawiałam i postanowiłam sie spytać. Polecasz ją?

      • Weronika
      • 25 sierpnia 2012
      Odpowiedz

      Jak najbardziej. Obejrzyj najpierw film „Julie and Julia” mnie zafascynował :) Powiem Ci, że ja dopiero niedawno zaczęłam rozumieć jej przepisy, a porady są nieco zagmatwane, ale warto sięgać po takie kulinarne klasyki!

    • m
    • 5 listopada 2012
    Odpowiedz

    Doprawdy nie wiem co skłania ludzi do tak bezpodstawnej krytyki rzeczy pięknych, pożytecznych i tworzonych z pasją.
    Chyba faktycznie zazdrość ,że sami takowej pasji nie posiadają. Kochana Weroniko, dzisiaj sięgnęłam po ten przepis jako natchnienie mojego jutrzejszego obiadku :) od roku unikam glutenu nie z powodu celiakii, a z powodu endometriozy, która to sprawia, że nie trawię zbyt dobrze glutenowych produktów.Piszę o tym bo chciałam powiedzieć, że to miejsce pomaga w natchnieniu do gotowania, a przede wszystkim pieczenia, nie tylko ludziom chorym na jeden rodzaj dolegliwości. A poza tym jestem przekonana że uwielbiają to magiczne miejsce także zdrowi czytelnicy bo przepisy są uniwersalne i każdy może użyć „swoich” dozwolonych składników-wystarczy trochę fantazji 😀
    dziękuję, że dzielisz się swoim natchnieniem.
    PS.moje naleśniki też wyszły cudownie z mlekiem ryżowym

    • Olga
    • 25 grudnia 2012
    Odpowiedz

    Zrobiłam i muszę przyznać, że są idealne. Delikatne i wyraziste w smaku, takie, jakich szukałam. Dziękuję.

  4. Odpowiedz

    Zrobiłam i wyszły mi o wiele lepsze niż gdy robiłam z innego przepisu do tej pory. Na pewno skorzystam jeszcze nie raz xD

  5. Odpowiedz

    Naleśniki 5-cio gwiazdkowe! Pierwszy raz wyszły mi takie cieniutkie i pyszne. Na diecie bezglutenowej jestem od 4 miesięcy i to są moje pierwsze naleśniki bezglutenowe. Już nawet nie będę wspominać jakie grube i ‚dziwne’ naleśniki robiłam przed rozpoczęciem diety bezglutenowej czyli takie co powinny niby wychodzić ?!? 😉 Takie porządne jadłam dopiero wtedy kiedy siostra zaserwowała-jej wychodziły (swoją drogą niebo w gębie którego miałam już nigdy nie doświadczyć po diagnozie Celiakia). Teraz jestem samowystarczalna dzięki Twoim przepisom, naleśniki bardzo przypominają te które robi moja siostra a do tego co najważniejsze nie szkodzą nam celiakowcom. :) Dziękuję!

Dodaj komentarz

Weronika Madejska

"W życiu tak już często bywa, że… najpiękniejsze prezenty od losu dostajemy opakowane w problem".

Tymi słowami zaczyna się książka mojej Mamy. Uważam, że doskonale pasują one również do mojej historii. Kiedy poszłam do szkoły, od rówieśników odróżniał mnie wyraźnie niższy wzrost i bardzo szczupła sylwetka.
Czytaj więcej

Spotkajmy się na Instagramie

Blog roku 2011

Blog roku 2011