Makaron Jamiego

0

Od czasu do czasu śledzę poczynania Jamiego Olivera. To trochę człowiek orkiestra- jest nie tylko bardzo znanym szefem kuchni, ale pisze też świetne książki, wydaje magazyn i prowadzi krucjatę przeciwko karmieniu dzieci żywnością wysoko przetworzoną. Większość zna go jednak z licznych programów telewizyjnych, które poprowadził. Ostatnio w niezgłębionej studni imieniem You Tube, natknęłam się na wystąpienie Jamiego na organizowanej rokrocznie konferencji TED, której celem jak głosi motto są idee warte rozpowszechnienia. Od filmu do filmu obejrzałam fragmenty odcinków kręconego w 2010 roku Food Revolution i oczy co rusz zachodziły mi łzami.

Fakt, że amerykańskie dzieci szybciej rozróżnią postać Ronalda z McDonald’s niż wizerunek Jezusa Chrystusa znałam już wcześniej. Programy Jamiego ukazują jednak najczarniejsze zakątki choroby cywilizacyjnej naszych czasów. Szef kuchni odwiedza przedszkole i pokazuje dzieciom różne warzywa. Na pierwszy ogień idzie kiść pomidorów- co to jest? chór odpowiada: ziemniaki! Następie buraki, chwila konsternacji, wreszcie ktoś krzyczy- truskawki! Niektórzy z nastolatków mają już postawioną diagnozę- nie dożyją dłużej niż do trzydziestki! Rodzice płaczą, załamują ręce i dają pociechom kolejną bułę- puste kalorie wypychające brzuchy.

Całe szczęście Jamie jest pełen zapału. Nie przekonuje, nie przedstawia wielkich idei, ale po prostu działa. W jednym z odcinków uczy dzieciaki posługiwania się nożem. Najpierw sam przygotowuje posiłek. Zapowiada, że nie odezwie się ani słowem i rozpoczyna przedstawienie. Całość zajęła mu około 5 minut, a porcja kosztowała 1,20 £. Nastolatkowie stwierdzają, że czas jaki poświęcą na wycieczkę do McDonalda i wyczekiwanie w kolejce jest dłuższy, a sam burger droższy. Następnie Jamie uczy ich jak siekać warzywa na trzy różne sposoby, a na koniec sami przygotowują tę samą potrawę. Okazuje się, że niektórzy są w tym świetni, a sam Jamie z całego serca im dopinguje i radzi co zrobić żeby następnym razem smakowało jeszcze lepiej. Wszyscy są pod wielkim wrażeniem i stwierdzają, że dobrze zapłacili by za coś takiego w restauracji. Food Revolution dawkuje emocje, pokazuje problem, który może dotrzeć i do nas jeżeli nie otworzymy szeroko oczu.

W hołdzie Jamiemu robię jego ekspresowy makaron, którego każda porcja wydaje się być w naszym domu niewystarczająca. Oprócz bardzo podstawowych składników jest tu szczypiące w język chilli, kwaśna limonka i odrobina miodu. U mnie zamiast wołowiny, tofu obsmażone w lekko orientalnej marynacie. Voila!

dla 2 osób (z dokładkami)

Makaron Jamiego

składniki:

tofu i marynata

– 400 g surowego tofu

– 50 ml oliwy

– 2 łyżki sosu sojowego tamari

– 1 łyżeczka octu ryżowego

– 1 łyżeczka miodu

– 1 łyżeczka musztardy

– sok z połowy cytryny

makaron

– 300 g makaronu spaghetti

– 1/2 zielonej papryki

– 1/2 czerwonej papryki

– 5-7 pieczarek

– pęczek pietruszki

– 1 limonka

– 1/2 papryczki chilli

– 1 łyżeczka miodu

– 2 łyżki sosu sojowego tamari

– 3- centymetrowy kawałek korzenia imbiru

– oliwa do smażenia

– listki pietruszki do podania

wykonanie:

Wymieszaj dokładnie składniki marynaty. Tofu pokrój w kostkę, wrzuć do zamykanego pudełka i zalej marynatą. Potrząśnij kilka razy i odstaw (najlepiej) na kilka godzin lub chociaż 30 minut.

Na patelni rozgrzej oliwę. Wrzuć tofu i podsmaż na złoty kolor. Dodaj posiekany drobno imbir, pietruszkę i chilli, a następnie pokrojoną w słupki paprykę i plasterki pieczarek. Podsmaż przez 3 minuty, a następnie dopraw sosem, sokiem wyciśniętym z limonki i miodem. Dodaj ugotowany makaron i wymieszaj z pomocą dwóch widelców (Jamie robi to ręką!).

Całość podaj z listkami pietruszki.

Smacznego!

_DSC1720_Snapseed

_DSC1725_Snapseed

_DSC1747_Snapseed

freelogo

 

  1. Odpowiedz

    Weronika ja tez lubię Jamiego a ponieważ mieszkam w UK to także często oglądam jego programy i korzystam z jego przepisów, ale nie wiem czy wiesz że jakieś pare lat temu Jamie zapłacił słone odszkodowanie klientce która poprosiła o posiłek bezglutenowy i niestety takowego niedostała, mimo że menu jest opcja bg. Rozumiem że każdemu może się zdarzyć ale ze swoja celiakowa córka chyba bym nie zaryzykowała zajść i coś zjeść w jego restauracji. Bo z doświadczenia męża pracującego w restauracji w miejscu który każdy turysta w Londynie musi odwiedzić to czasami coś bg to czysta fikcja.

      • Weronika
      • 12 kwietnia 2015
      Odpowiedz

      Nie znam tej sytuacji, ale wiadomo, że nagłaśnia się te gorsze rzeczy. Może zawinił jakiś nowy pracownik. Pewnie to nie usprawiedliwia Jamiego, ale może po tym incydencie zapanował właśnie porządek.

Dodaj komentarz

Weronika Madejska

"W życiu tak już często bywa, że… najpiękniejsze prezenty od losu dostajemy opakowane w problem".

Tymi słowami zaczyna się książka mojej Mamy. Uważam, że doskonale pasują one również do mojej historii. Kiedy poszłam do szkoły, od rówieśników odróżniał mnie wyraźnie niższy wzrost i bardzo szczupła sylwetka.
Czytaj więcej

Spotkajmy się na Instagramie

Blog roku 2011

Blog roku 2011