Poznań od kuchni :)

25 sierpnia 2013 , In: podróże i recenzje
0

Z miastem zaprzyjaźniłam się kilka lat temu kiedy jako świeżo upieczona nastolatka chciałam tańczyć w wakacje i usłyszałam o warsztatach organizowanych z niezłym rozmachem.

Kto raz zobaczy, ten wróci- to pewne.

Po rocznej przerwie znów wyznaczyłam pozytywny kierunek Dancing Poznań.

Polskie miasta kojarzą mi się bardziej z reżimowymi wycieczkami szkolnymi z których rzadko pozostaje coś oprócz stosu zdjęć z zatrważającą ilością żałosnych dzióbków do obiektywu. Opowieści snute przez przewodnika nawet nie próbują się uporządkować.

W te wakacje miały być Mazury i przekonanie, że przecież próżno szukać tych widoków tysiące kilometrów stąd. Zamiast jeziora miejski szum- Warszawa i Poznań w odstępie prawie niewidocznym.

Okazuje się, że rozkładając samemu mapę, szukając tramwajowych przystanków, dźwigając niby podręczny bagaż w którym jednak można znaleźć wszystko- na wszelki wypadek, można odnaleźć niesamowitą radość.

W Poznaniu widziałam to i owo ale jadłam w niewielu miejscach. W tym roku dreptałam tylko i aż tam gdzie w powietrzu można wyczuć zapach nie tylko mielonej kawy ale przede wszystkim pasji ponad wszystko.

Taka jest w całości La Ruina, do której przyjść zamarzyłam odkąd pierwszy raz przeczytałam o jej istnieniu. I choć Śródki 3 szukałam znacznie za długo, powątpiewając czy zdążę, wiedziałam, że to miejsce warte odhaczenia. Pozytywnie zakręcony personel nie działa schematycznie ale próbuje zadowolić każdego. „Latte, zwariowałaś? Ja Ci tu coś wymyślę!” I młoda pani w długiej spódnicy biegnie po pachnący słój opowiadając o pochodzeniu ichnich produktów. Menu widnieje na ścianie i nie liczy wcale wielu pozycji. Na ladzie uchować się może domowe ciasto. I choć nie zdążyłam na sernik, drożdżowiec i kruche ze śliwkami na talerzyku siostry wyglądało obiecująco. Wszystko co pitne zasługuje na medal. Od zwykłej latte na sojowym mleku do wymyślnej kawy po wietnamsku przez koktajl owocowy, jedyny w swoim rodzaju (a przecież piję je hektolitrami).

_DSC6682_Snapseed

Bez tytułu.jpg

_DSC6684_Snapseed

_DSC6679_Snapseed

Na liście bestsellerów nie może zabraknąć Republiki Róż, w której włącznie z rabatem dla tancerzy podoba mi się chyba wszystko. Niezmiennie! Od rana wielki imbryk herbaty z obowiązkową konfiturą z płatków róż i wielkie omlety na śniadanie. Z wędzonym łososiem, z grzybami albo pomidorami i mozzarellą. Od pierwszej łyżeczki towarzyszy mi też miłość do różano- malinowego Maliniaka– deseru najlepszego na świecie!

_DSC6619_Snapseed

_DSC6625_Snapseed

_DSC6631_Snapseed

W tym roku pierwszy raz dotarłam do starszej siostry (czyli) Cacao Republiki, która w tych republikach właśnie dzierży prym. Od 10 lat serwuje się tu czekoladę w postaci najróżniejszej. Miło wdrapać się tu na poddasze i usiąść przy malutkim stoliczku na pufie z talerzykiem torciku Walentego- pozycji bez mąki, z orzechami laskowymi w zamian. W karcie niezłe koktajle i wszystko co słodkie.

_DSC6845_Snapseed

_DSC6823_Snapseed

_DSC6835_Snapseed

_DSC6821_Snapseed_Snapseed

O Ekowiarni słyszałam, czytałam. Świetna inicjatywa, ale nie wyczułam energii, która popchnęłaby mnie w jej bramy. Przechodząc któregoś ranka przez dziedziniec Starego Browaru, pach, mignęła mi zasłyszana nazwa. W zestawieniu z tym co widziałam w internecie, rzeczywisty odbiór okazał się o niebo lepszy. Miła pani rozeznana co z czym i dlaczego. Po pierwszej łyżeczce swojego ciasta oniemiałam. Polecam obowiązkowo wszystkie bezglutenowe a także bezmleczne/ bezjajeczne pozycje w dodatku w bardzo przystępnych cenach!

_DSC6792_Snapseed

_DSC6783_Snapseed

_DSC6786_Snapseed

Do Werandy zaprowadziła nas niezastąpiona Poznanianka, najbardziej pozytywna Basia. Lokal kilka kroków od Teatru Tańca, a zwłaszcza spokojny ogródek wewnątrz to zapowiedź przemiłego wieczoru. Mimo wszystkiego co znalazło się na stoliku najbardziej mogę pochwalić wszelkiego rodzaju herbaty. Faworyt- pokrzywowa z dzbanuszkiem miodu i świeżymi pomarańczami. Filiżanka z łowickim wzorem albo z wielkim uchem. Każda inna, każda sprawia, że przemiła pani musi delikatnie wyprosić ostatnich klientów a chciałoby się więcej.

_DSC6771_Snapseed

_DSC6769_Snapseed

_DSC6767_Snapseed

W letnich ogródkach dookoła Ratusza nie odkryłam tego co warte udokumentowania. Perełki ukrywają się w bocznych uliczkach, warto szukać.

Nie udało mi się dotrzeć do Króla S., którego domowa atmosfera nie pozwala o sobie zapomnieć, a wypiekane tam ogromne bezy kupowałyśmy w ilości znacznie nieodpowiedniej przez lata. Tam spotkałam się z absolutnym zrozumieniem w kwestii diety i zauważyłam, że wielkopolskie zlepki wyrazowe naprawdę istnieją.

Dancing Poznań i trip bistro- kawiarniany polecam wszystkim!

A Wy macie tutaj ulubione miejsca?

    • Ania
    • 25 sierpnia 2013
    Odpowiedz

    Potwierdzam kto chodziarz raz pojawił się na Dancing Poznań będzie chciał wracać tam co roku! Miasto jest przepiękne, a w dodatku przepełnione klimatem 😉
    Ps. świetny wpis Wera :)

  1. Odpowiedz

    A nie wypowiadałaś sie Weroniko w telewizji odnosnie kursów tańca? Znajoma mi twarz była i przypominała Ciebie:) Fajnie że Poznań się podoba ja stale bywam w Friendly Food i ekowiarni świetne miejsca dla bezglutenowców i nie tylko…Zapraszamy częściej do Poznania:)

  2. Odpowiedz

    Nie mogę uwierzyć, że od urodzenia mieszkam w Poznaniu, a nigdy jeszcze nie trafiłam do La Ruiny!
    Dziękuję za ten wpis, mam jeszcze tydzień wakacji, by nadrobić zaległości :).

      • Weronika
      • 26 sierpnia 2013
      Odpowiedz

      Jest stosunkowo nowa. Miłej zabawy :)

Dodaj komentarz

Weronika Madejska

"W życiu tak już często bywa, że… najpiękniejsze prezenty od losu dostajemy opakowane w problem".

Tymi słowami zaczyna się książka mojej Mamy. Uważam, że doskonale pasują one również do mojej historii. Kiedy poszłam do szkoły, od rówieśników odróżniał mnie wyraźnie niższy wzrost i bardzo szczupła sylwetka.
Czytaj więcej

Spotkajmy się na Instagramie

Blog roku 2011

Blog roku 2011