W oczekiwaniu na placek

4 listopada 2012 , In: ciasta
0

Czytam to i owo. O dziwo uwielbiam kryminały, wcielając się w rolę przebiegłego detektywa, niezobowiązujące powieści w leniwe popołudnie, inspirujące biografie, ogromne książki kucharskie. Fascynują mnie opowiadania o dawnych dziejach, o człowieku a innym razem zupełnie z innej beczki cząstka mojej romantycznej duszy zanurzy się w zawikłanym romansidle. Nierzadko przed snem lubię też przekartkować opowiastki o uroczym Mikołajku, które bez względu na wszystko poprawią humor.

Po wczorajszym fragmencie, już wiedziałam co zrobię.

„Placek z jabłkami”

Po obiedzie mama oznajmiła:

– Dzisiaj wieczór na deser zrobię placek z jabłkami.

Więc zawołałem:

– Juhu!

A tata powiedział:

– Mikołaj, dziś po południu muszę pracować w domu. Więc masz być grzeczny do kolacji, bo inaczej nie dostaniesz placka.

Obiecałem, że nie będę się wygłupiał, bo placki z jabłkami mojej mamy są po prostu przepyszne. Będę musiał uważać, żeby nie robić głupstw- czasem naprawdę chce się być grzecznym, a potem trach!  nagle się coś wydarzy. A tata nie żartuje: jak mówi nie dostaniesz placka, to człowiek nie dostanie placka, choćby nie wiem jak płakał i mówił, że ucieknie z domu i będą go żałować.

Więc poszedłem do ogrodu, żeby nie przeszkadzać tacie, który pracował w salonie. A potem przyszedł Alcest. Alcest to kolega ze szkoły, ten gruby, który bez przerwy je.

– Cześć- powiedział Alcest. – Co robisz?

– Nic- odparłem. – Muszę być grzeczny do wieczora, jeśli chcę dostać na deser placek z jabłkami.

Alcest zaczął zaraz raz po raz przejeżdżać językiem po wargach, a potem przestał, żeby powiedzieć:

– A myślisz, że jak ja będę grzeczny, to też dostaną placek z jabłkami?

Powiedziałem mu, że nie wiem, bo bez pozwolenia rodziców nie wolno mi zapraszać kolegów, a wtedy Alcest powiedział, że spyta mojego tatę, czy nie mógłby zaprosić go na kolację, i kiedy chciał wchodzić do domu, złapałem go za pasek.

– Nie rób tego Alcest- powiedziałem.- Jeśli będziesz przeszkadzał mojemu tacie, to nikt nie dostanie placka. Ani ty, ani ja.

Alcest podrapał się po głowie, wyciągnął z kieszeni bułeczkę z czekoladą, ugryzł ją i westchnął:

– No trudno, obejdę się. To w co się bawimy?

Powiedziałem Alcestowi, że możemy pobawić się w coś, przy czym nie robi się hałasu, i postanowiliśmy po cichu zagrać w kulki. Ja w kulkach jestem świetny, a do tego Alcest grał jedną ręką, więc wygrałem mnóstwo kulek i to się mu nie spodobało,

-Oszukujesz- powiedział.

-Coś ty- powiedziałem- ja oszukuję? nie umiesz grać, i tyle!

-Ja nie umiem grać?- krzyknął Alcest. – Ja gram najlepiej ze wszystkich, ale nie z oszukańcami, oddaj mi koje kulki.

Powiedziałem Alcestowi, żeby nie krzyczał, bo inaczej z placka będą nici.

-To co, gramy dalej?- spytał Alcest.

Powiedziałem mu że nie, że ze względu na placek z jabłkami lepiej będzie, jak pójdę do pokoju i do kolacji sobie poczytam.

Wtedy Alcest zawołał:

-Do jutra.

I sobie poszedł.

Bardzo lubię Alcesta. Fajny z niego kumpel.

W pokoju wziąłem książkę, którą dostałem od Buni, ale już ją czytałem i trochę mnie nudziła. Wziąłem kredki i zacząłem kolorować jeden z rysunków, ten, na którym chłopiec siedzi w sterowcu. A potem przypomniałem sobie, że tata nie lubi, jak brudzę książki- mówi, że to przyjaciele i trzeba być dla nich dobrym. Więc wziąłem gumkę i zacząłem ścierać kredki, ale nie chciały schodzić, więc nacisnąłem mocniej i strona się przedarła. Chciało mi się płakać, nie tyle z powodu książki, ile z powodu taty, który mógł wejść w każdej chwili i pozbawić mnie placka z jabłkami. Nie popłakałem się, że nie robić hałasu.

Otworzyłem drzwi szafy i spojrzałem na swoje zabawki. Pomyślałem, czy nie pobawić się kolejką elektryczną, ale kiedyś z kolejki buchnęły iskry, w domu zgasło światło i tata strasznie mnie skrzyczał. Szczególnie po tym jak spadł ze schodów do piwnicy, gdzie szedł naprawić światło. Był tam też samolot, ten z czerwonymi skrzydłami i śmigłem, które nakręca się gumką, ale samolotem zbiłem kiedyś niebieski wazon i była cała afera. Bąk robi straszny hałas. Kiedy rodzice dali mi go na urodziny, powiedzieli:

– Posłuchaj, Mikołaj, jak ten bąk pięknie gra!

A potem, za każdym razem, jak chciałem bawić się bąkiem, tata mówił:

– Skończ z tym piekielnym hałasem!

Oczywiście był też pluszowy miś, ten, co jest do połowy ogolony, bo zanim skończyłem, popsuła się maszynka. Ale miś to zabawka dla maluchów, od miesięcy już się nim nie bawię. Zamknąłem szafę i naprawdę chciało mi się płakać, no bo co w końcu, to niesprawiedliwe mieć zabawki i nie móc się nimi bawić z powodu jakiegoś wstrętnego placka. A zresztą co tam, mogę obejść się bez tego placka, chociaż jest chrupiący, a na wierzchu ma mnóstwo jabłek i cukru pudru! Postanowiłem ustawiać zamki z kart, bo jak się przewracają robią najmniej hałasu. Potem przez jakiś czas robiłem przed lustrem miny. Najlepsza jest ta, której Rufus nauczył mnie na przerwie: trzeba przycisnąć nos, tak żeby podniósł się do góry, i pociągnąć za skórę pod oczami, tak  żeby zjechały w dół. Wtedy jest się podobnym do psa. Po minach wziąłem książkę do geografii z zeszłego roku i do pokoju wszedł tata.

– Jak to Mikołaj?- spytał.- Jesteś tu? Nie słychać cię, więc zastanawiałem się, gdzie się podziewasz. Co robiłeś?

– Byłem grzeczny- odpowiedziałem.

Wtedy tata wziął mnie w ramiona, ucałował, powiedział, że jestem najposłuszniejszym z synków i że czas na kolację.

Weszliśmy do stołowego, gdzie mama kładła talerze.

– Mężczyźni są głodni- powiedział tata ze śmiechem.- Mężczyźni mają ochotę na dobrą kolację i placek z jabłkami!

Mama spojrzała na tatę, spojrzała na mnie i pobiegła do kuchni.

– O Boże!- krzyknęła. – Mój placek!

I nie mieliśmy deseru, bo placek z jabłkami spalił się w piecyku. 

(Gościnny „Nowe przygody Mikołajka”)

_________________________________________________________________________________

To może kawałek placka drożdżowego z jabłkami i kruszonką?

Potrzebne składniki:

– 0,5 kg mąki bezglutenowej,  7 g suszonych drożdży, 220 g cukru, 2 niepełne szklanki letniej wody

– 500 g masy jabłkowej (może macie na półce słoiki na zimę? jeżeli nie przygotujcie sami rozgotowując pokrojone jabłka z cukrem i cynamonem), 100 g masła, 100 g cukru, 150 g mąki bezglutenowej

Sposób przygotowania:

Mąkę połącz z drożdżami i cukrem. Dolewaj stopniowo wodę, wyrabiając jednocześnie mikserem ciasto o bardzo gęstej konsystencji.

Formę wyłóż papierem do pieczenia i wyklej ciastem zwilżonymi dłońmi. Przykryj ściereczką i odstaw w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Piekarnik rozgrzej do temp. 200 stopni C. Na dolnej półce umieść żaroodporne naczynie z odrobiną wody.

Na wyrośnięte ciasto wyłóż masę jabłkową. Z mąki, cukru i masła wyrób kruszonkę i posyp nią wierzch ciasta.

Drożdżowe piecz w zaparowanym piekarniku przez 30-40 minut.

Smacznego!

 A w piekarniku kolejne! :)

    • Iza
    • 5 listopada 2012
    Odpowiedz

    Witam, nie mam zupełnie doświadczenia w ciastach drożdżowych, ale czy w przepisie nie zapomniałaś o tłuszczu lub jajkach?

      • Weronika
      • 5 listopada 2012
      Odpowiedz

      Nie, nie zapomniałam :)

    • Iza
    • 5 listopada 2012
    Odpowiedz

    Chciałabym spróbować upiec synowi to ciasto, ale bardzo bym chciała żeby się udało. Dlatego wolę dodać sprawdzoną mąkę. Jakiej używałaś?
    Pozdrawiam

      • Weronika
      • 5 listopada 2012
      Odpowiedz

      Użyłam Schara. Tym razem mixu do ciast. Aczkolwiek nadadzą się też mieszanki do chleba bądź inna mąka uniwersalna. Proszę pamiętać, że aby ciasto dobrze wyrosło powinno być naprawdę luźne. Potrzebuje też około godzinnego leżakowania. Nie sprawia jednak żadnego problemu :)

  1. Odpowiedz

    Ja także uważam, że Mikołajek poprawia humor – uwielbiam te zabawne i lekkie opowiadania, a w każdym obowiązkowo powiedzenie „no bo co w końcu, kurczę blade” :).

      • Weronika
      • 5 listopada 2012
      Odpowiedz

      „Kurczę blade” obowiązkowe! 😀

  2. Odpowiedz

    Jadłam ten placek. Niebo w gębie…A jaki zapach!!!!Ogółem REWELACJA!!!!Pozdrawiam- ESz.

    • Iza
    • 6 listopada 2012
    Odpowiedz

    Właśnie odstawiłam do rośnięcia…

  3. Odpowiedz

    Och, drozdżowe moje smaki dzieciństwa :) zapraszam do mnie :)
    pitahajaa.blogspot.com

  4. Odpowiedz

    Witam,
    Jestem początkującą osobą na diecie bezglutenowej. Bardzo zaciekawił mnie Twój blog.Widzę tu wiele ciekawych przepisów i pomocnych rad:) Dziś przymierzam się do zrobienia ciasta drożdżowego, które zapoczątkuje moją przygodę z wypiekami bezglutenowymi:) Mam pytanko: czy naczynie z wodą w piekarniku ma być podczas pieczenia, czy wyjmuje się je po nagrzaniu?:) Pozdrawiam serdecznie.

      • Weronika
      • 18 listopada 2012
      Odpowiedz

      Nie, proszę je pozostawić przez cały proces pieczenia :)

    • Asia
    • 23 listopada 2012
    Odpowiedz

    Nie wyszło mi buuu :-(, chyba jednak coś źle zrobiłam, ciasto jakieś takie gumowe było i twarde że nie mogłam go ukroic, musiałam wyrzucić do kosza. Masz może pomysł co zrobiłam źle, bo jedynie co przychodzi mi do głowy to mąka ktorej uzylam. Pozdrawiam Asia

      • Weronika
      • 23 listopada 2012
      Odpowiedz

      A jaka była to mąka? Ciasto drożdżowe to taka indywidualna sprawa, że trudno mi przewidzieć co było nie tak. Ja powiedziałabym jedynie na odległość że być może ciasto nie było wystarczająco luźne, a być powinno koniecznie. Ale.. głowa do góry! :)

  5. Odpowiedz

    Właśnie jestem w trakcie czytania Mikołajka :) Jest po prostu genialny! :)

    • ewa
    • 16 grudnia 2013
    Odpowiedz

    mam pytanie :to ciasto drożdżowe jest bez jajek?będę piekła pierwszy raz,więc muszę wiedzieć dokładnie,dziękuję za odpowiedz.

      • Weronika
      • 16 grudnia 2013
      Odpowiedz

      Tak, tak :)

    • ewa
    • 18 grudnia 2013
    Odpowiedz

    placek taki sobie,właściwie się ugotował w tej parze nie upiekł.Najlepsza kruszanka i jabłka,chyba więcej się nie skuszę,za dużo zachodu a efekt mizerny.Pozdrawiam i życzę dobrych świąt i Nowego Roku.

      • Weronika
      • 19 grudnia 2013
      Odpowiedz

      Cóż, przy pierwszym bezglutenowym, drożdżowym placku trzeba trochę pokory. Coś już przed pieczeniem musiało pójść nie tak. Jeżeli życzenia szczere, to odwzajemniam :)

        • ewa
        • 19 grudnia 2013
        Odpowiedz

        nie przesadzajmy z tą pokorą,placek to nie sprawa życia i śmierci,zjadło się i tak.a moje życzenia zawsze szczere,pozdrawiam i życzę trochę więcej luzu w Nowym Roku.może powiedzie mi się z rogalikami…

Dodaj komentarz

Weronika Madejska

"W życiu tak już często bywa, że… najpiękniejsze prezenty od losu dostajemy opakowane w problem".

Tymi słowami zaczyna się książka mojej Mamy. Uważam, że doskonale pasują one również do mojej historii. Kiedy poszłam do szkoły, od rówieśników odróżniał mnie wyraźnie niższy wzrost i bardzo szczupła sylwetka.
Czytaj więcej

Spotkajmy się na Instagramie

Blog roku 2011

Blog roku 2011